Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biznesplan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biznesplan. Pokaż wszystkie posty

21.05.2017

Dotacja do środka trwałego w biznesplanie

Adam Adamczyk

Do naszego systemu wprowadziliśmy możliwość wprowadzenia środka trwałego wraz z dotacją. Najpierw należy wprowadzić środek trwały wraz z dotacją a następnie harmonogram dotacji.

Poniżej krok po kroku jak to zrobić.

1. W tabelę środków trwałych wpisz w podobny sposób jak na rysunku poniżej.


Ważne jest zaznaczenie pola Zakup finansowany z dotacji wraz z udziałem dotacji (u nas 80%) liczony od kwoty netto.

2. Na pulpicie pokaże się ostrzeżenie o braku harmonogramu dotacji.


Zauważ, że harmonogram dotacji nie jest tożsamy z datą zakupu środka trwałego ani początku amortyzacji. Czasem przyznanie dotacji następuje na podstawie faktur zakupu więc umożliwiliśmy naszym użytkownikom wpisanie własnego harmonogramu dotacji. Dotacja może być podzielona na raty lub płatna jednorazowo.

3. Aby wprowadzić Harmonogram dotacji należy dodać nowy element do dowolnego miejsca w dowolnej sekcji jak np. na rysunku poniżej - kliknij na przycisku Dodaj element

4. Wybierz z listy elementów Harmonogram dotacji


5. Wybierz utworzony element Harmonogram dotacji.


6. Wprowadź dotacje do Harmonogramu dotacji.


Wpisz spodziewaną datę przelania dotacji na konto i zapisz formatkę.

7. System automatycznie zmodyfikuje raporty finansowe (bilans, rachunek wyników i rachunek przepływów finansowych) zgodnie z wprowadzonymi wartościami.






13.04.2017

Nie pływaj kraulem w brodziku

Adam Adamczyk

Dwadzieścia parę lat temu na pustym rynku sprzedawał się praktycznie każdy typowo konsumenci prosty towar: produkty żywnościowe, ubrania, napoje, książki, składane w domu z podzespołów komputery. Najlepsze w całej tej zabawie w przedsiębiorców były wysokie marże. Normą było 10%-20%, niski podatek obrotowy i proste zasady księgowości bez zawiłości i meandrów VAT. Tygodniowe utargi potrafiły generować zwrot całego zainwestowanego kapitału. Jeżeli nigdy nie prowadziłeś biznesu to takiego rynku szukaj. Ten rynek wybacza błędy i daje wystarczającą marżę na szybki rozwój nawet mając mały kapitał początkowy.

Szukaj tam, gdzie duże marże

Dziś już tak prosto nie jest. Musimy się dobrze natrudzić i przemyśleć zanim się zdecydujemy, gdzie rozpocząć działać. Zobaczymy jak to wygląda na rynkach już ustabilizowanych a takim po 29 latach wolnorynkowych transformacji już jesteśmy („ustawa Wilczka” z 1988r).


Lekko zmodyfikowałem „najważniejszy przekaz kursów MBA” do polskich warunków i możliwości. Pierwotny pomysł pochodzi od Guy’a Kawasaki „The Art of the Start” (2006).
Wykres ma dwie osie. Pionowa przedstawia zdolność twojej firmy do ofertowania unikalnego produktu lub usługi swoim klientom a pozioma wartość tego co oferujesz dla klienta. Nietrudno zgadnąć, że każdy chce być w prawym górnym punkcie. Problem polega jednak na tym jak tam się znaleźć.  

Zajmijmy się jednak innymi miejscami, bo zapewne jesteś w jednym z nich. W lewym dolnym rogu są kompletne nietrafione biznesy – tworzą rzeczy zupełnie nikomu niepotrzebne nawet im samym. Kilkanaście lat temu były tam „dotcomy” a doskonałym przykładem był takie gwiazdy jak np. boo.com wydając ponad 188 milionów dolarów w sześć miesięcy, aby spektakularnie zbankrutować pozostawiając samych sobie hordy przepłaconych „ekspertów” doradzających zarządowi (Ernst MalmstenBoo Hoo: A dot.com Story from Concept to Catastrophe). Dziś niektórzy twierdzą, że znajdują się tam i tam zakończą działalność większość startupów finansowych z pierwszych programów funduszy strukturalnych EU (szczególnie słynne 8.1).

O ile udało ci się zrobić unikalny produkt, ale nie masz trakcji, czyli potwierdzenia akceptacji twojej oferty przez płacących za twoje usługi lub produkty prawdziwych klientów to jesteś w dalszym ciągu w złej pozycji. Masz 2 możliwości – zmienisz strategie lub dostosujesz produkt, aby wejść do już rozwiniętego rynku, na którym inni oferują podobne produkty lub … zacząć od nowa. Wejście w prawy górny punkt niestety jest w naszych warunkach mało prawdopodobne. Zmiany koncepcji całego, gotowego produktu wymagają znacznych nakładów finansowych i czasu.

W centralnym miejscu wcale nie jest źle i masz szanse na ciągłe poszukiwanie unikanych wartości dla klienta. Przykładem takich polskich spółek są np. CD Project Red, LiveChat czy Brand24. Żadna nie jest specjalnie unikalna ani największa w skali globalnej, ale działają na bardzo atrakcyjnym rynku i dostarczają produkty, których nabywcy potrzebują. Jest to bardzo dobre miejsce na walidację nowych ulepszeń w oferowanych już produktach i usługach przy zachowaniu bieżącej płynności i organizacyjnej sprawności.

Wielu nowym polskim przedsiębiorcom marzy się zostanie mitycznym „jednorożcem” na przykładach z Krzemowej Doliny. W mojej ocenie to zupełnie nierealne z głównych dwóch powodów. Pierwszy dotyczy głębokości rynku, na którym startujesz i sprawdzasz poprawność modelu biznesowego jak i przyjęcia produktu lub usługi przez klientów. Drugi dotyczy możliwości szybkiego rozwoju firmy poprzez wykorzystanie mnóstwa eksperckich firm współpracujących oraz pozyskania kapitału na rozwój. W obu tych przypadkach nasze możliwości są niewielkie.

Podobną opinię wyraził w rozmowie ze mną Marek Hołyński, pionier informatyki, publicysta, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego i autor książki „E-mailem z Doliny Krzemowej”. Z nowymi technologiami informatycznymi i bardziej ambitnymi projektami należy kierować się do Krzemowej Doliny. Tam szybkie wzrosty są możliwe. Obrazowo rzecz ujmując prowadzenie startupu technologicznego w Polsce to jak próba pływania kraulem w brodziku. Ze względu na płytki rynek w Polsce na innowacje jedyne co możesz zrobić to wstępną walidację pomysłu i rozpoczęcie działalności. Twój rynek docelowy na nowe technologie jest poza Polską.

Tymczasem, skoro jesteśmy u siebie i decydujemy się działać w polskich warunkach to racjonalnym działaniem wydaje się próba wejścia w dwóch krokach w centralne miejsce, gdzie rynek jest głęboki i można spróbować wejść z lekko zmodyfikowaną ofertą dla przyzwyczajonych do zakupów klientów.


W pierwszym kroku musisz zająć rynek przyczółkowy i sprawdzać na różnych klientach nową ofertę („zarzucać wędkę”). Podążać w celu dopasowania oferty do potrzeb zwiększając inwestycję, swoją obecność na rynku i obroty na rynku już rozwiniętym.

Najważniejsze jest to, że na tym rynku zarabiasz i jesteś w stanie sam egzystować. Jeżeli nie będziesz robił nic jest spore prawdopodobieństwo, że rynek zmieni się z czasem na tyle, że konkurencja zmniejszy marże do minimum. Wówczas czekają cię ciężkie przeprawy z możliwą utratą płynności czy cięciem kosztów. Ktoś „wojnę cenową” zawsze przetrwa i gracze podniosą w końcu ceny kompensując sobie „chude lata”.

Popular Posts