Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mity przedsiębioczości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mity przedsiębioczości. Pokaż wszystkie posty

24.05.2017

Sprawdź zespół zanim utworzysz firmę

Adam Adamczyk

W poprzednim odcinku pisałem o tym jak ważna jest walidacja naszych założeń biznesowych na prawdziwym rynku. Jest to pierwszy kamień milowy w procesie tworzenia przedsiębiorstwa. W większości przypadków można sprawdzenie naszych pomysłów wykonać bez potrzeby oficjalnej rejestracji firmy.

Dlaczego warto należy szukać możliwości walidacji przed firmą? Powodów jest co najmniej kilka. Większość firm powstaje na skutek impulsu. Rozmawiamy z przyjaciółmi, znajomymi i widzimy jakąś szansę na zarobienie pieniędzy. Dla nowych firm technologicznych polecam formę spółki z o.o. a nie prowadzenie firmy w formie działalności gospodarczej. Z kliku prostych przyczyn. Podstawowy to taki, że twój majątek prywatny jest chroniony w przypadku niepowodzenia i długów. W spółce odpowiadasz tylko majątkiem firmy. W spółce możesz pozyskać inwestorów poprzez emisję nowych udziałów lub ich sprzedaż. Udziałowcy zwykle pracują na początku za darmo lub z małym wynagrodzeniem. Obecnie mamy rynek pracownika i ceny za usługi profesjonalistów są bardzo wysokie. Opłacić ich możesz poprzez włączenie ich w proces tworzenia spółki i przydzielenie części udziałów.

Model „ja nie mam nic, ty nie masz nic więc zróbmy razem biznes” w dalszym ciągu jest popularny. Tworzymy firmy najczęściej w dwie lub trzy osoby i dzielimy się udziałami. Moment tworzenia spółki i dzielenia się udziałami jest niezwykle istotny i warto tort dobrze podzielić, aby uniknąć przyszłych konfliktów. Nikt nie lubi być niedoceniony. Z drugiej strony my też nie lubimy oddawać udziałów za darmo. Warto jednak być pewnym, że osoby które włączymy do naszej spółki jako udziałowców naprawdę będą pracowały z nami na takim poziomie jak to oczekujemy. Niestety w praktyce często się zdarzą, że to ludzie przeceniają swoje kompetencje, możliwości a nie doceniają problemów w prowadzeniu i rozwijaniu przedsiębiorstwa.

Kilkakrotnie musiałem spłacać moich wspólników z jednego powodu. Po kilkunastu miesiącach wyczerpują się siły i pierwsze pomysły. Biznes się nie rozwija z takim tempem jak to oczekiwaliśmy i deklarowaliśmy przed podpisaniem aktu notarialnego. Z czasem nasze wizje co do dalszego działania firmy się „rozjeżdżają”. Z drugiej strony ciężko określić jak się zespół sprawdzi w kontakcie z realnym problemem które doświadcza każda początkowa firma – brakiem gotówki potrzebnej do dalszego prowadzenia działalności.

Wspólnicy powinni podnieść solidarnie kapitał spółki (najprościej zapasowy) i wnieść dodatkową gotówkę na konto firmy. Jest to trudne zadanie, ponieważ wiąże się z podpisaniem uchwały przez większość udziałowców. Często przy takiej okazji dochodzi to nerwowych sytuacji, wywlekania personalnych spraw. Nikt tego nie lubi ani do niczego dobrego to nie prowadzi. Trzeba opanować emocje i chłodno analizować co dalej. Z wspólnikami trzeba się umieć porozumieć i pożegnać po przyjacielsku co bywa trudne, kiedy biznes nie wypala i trzeba spłacić zobowiązania.

Cześć wspólników nie chce dalej pracować ani partycypować w kosztach lub celowo odwleka podjęcia decyzji. Przecież chcieli zrobić biznes a nie do niego dokładać, prawda? Mamy wówczas praktycznie dwa wyjścia. Likwidację firmy co wiąże się ze zwołaniem Walnego Zebrania i przeprowadzeniem głosowania co do losu firmy. Odwlekanie spraw prowadzi do najgorszej sytuacji, czyli trwałej utraty płynności firmy i upadłości. W polskich warunkach jest to długi, bo dla spraw bardzo prostych trwający ok, 1,5 roku proces. Wszystkie osoby które znam i przechodziły ten koszmar zgodnie określają to jako ostateczność, którą należy za wszelką cenę unikać. Znacznie lepiej wykupić wspólników i taka opcja wykupu oraz prawo pierwokupu powinny się znaleźć w akcie notarialnym.



Starajmy się jednak unikać przykrych sytuacji i próbujmy sprawdzić nas zespół zanim podzielimy udziały. Poprzednio pisałem, jak próbujemy sprawdzić nasz nowy pomysł na nową szkołę programowania w Warszawie. Jak to zrobiliśmy i jakie mamy rezultaty w ciągu miesiąca. Podjęliśmy celowe decyzje, iż nie będziemy tworzyć od razu nowej firmy, lecz sprawdzimy pomysł poprzez wykorzystanie innych naszych firm które mają wpisane w zakres działalności prowadzenie szkoleń.

Jeżeli nie masz innej już działającej firmy to możesz skorzystać z inkubatorów przedsiębiorczości lub firm bądź fundacji które świadczą usługi polegające na płatnej pomocy początkującym przedsiębiorcom. W ramach płatnych pakietów możesz dostać wiele cennych usług jak dostęp do przestrzeni biurowej i salek czy pomocy prawnej. Dla wczesnych biznesów jest to znacznie tańsza opcja niż rejestracja firmy, prowadzenie księgowości czy koszty ewentualnej likwidacji. My skorzystaliśmy z gościnności fundacji Firma dla Każdego znajdującej się na Starym Mieście w Warszawie. 

Zatem, co udało nam się osiągnąć po miesiącu i jak zachował się zespół i rynek w naszym pomyśle szkoły programowania AmbasadaKodu? Podczas miesiąca dokonaliśmy walidacji polegającej na utworzeniu nowego kursu programowania, znalezienia grupy docelowej, zbudowania przekazu marketingowego i rozpoczęcia akcji marketingowych i reklamowych w Internecie (AdWords). Poznaliśmy cenę dotarcia do klienta końcowego.

Pierwsza niemiła niespodzianka. Cena zdobycia płatnego klienta była wyższa niż pierwotnie zakładaliśmy i praktycznie „zjadła” nam cały przychód z kursu. Jeżeli dodamy do tego cenę salki, sprzętu i instruktora to niestety okazało się, że wejście na rynek prowadzenia kursów nie jest łatwe i wiąże się nieubłaganie ze początkowymi stratami. Pomysł przystępnie cenowo warsztatów i nauki programowania dla małych grup niestety nie sprawdził się biznesowo. Dał nam jednak dużo informacji na temat rynku i naszego zespołu.  Warto przeprowadzić szczerą rozmowę jakie są rezultaty oraz jak i czy chcemy działać dalej razem. W trakcie pierwszej walidacji pojawiło się sporo nowych możliwości i dostaliśmy pierwsze odpowiedzi od klientów. Warto je przeanalizować i dostosować formę przekazu jak i propozycję wartości dla klienta.


Pierwszy „pivot” za nami. Wydaliśmy klika tysięcy złotych, ale zebraliśmy prawdziwe doświadczenie i wiemy o brakach naszego zespołu znacznie więcej niż na początku. Wiemy, gdzie musimy się poprawić, podszkolić, usprawnić komunikację. Tak aby ludzie pracowali jak zespół co jest trudnym zadaniem dal nowych zespołów. To dużo jak na miesiąc. Jest czas na zmiany. Jak widzisz jeszcze nie ustaliliśmy podstawowego składu wspólników i podziału udziałów. O tym jak uważam należy to zrobić biorąc pod uwagę możliwość poniesienia strat dowiesz się w następnym odcinku.  

06.05.2017

Talent to nie wszystko, by zaistnieć na rynku

Adam Adamczyk

Jedną z pierwszych lektur jakie przeczytałem będąc dzieckiem była nowela “Janko Muzykant” Henryka Sieniewicza. Dla przypomnienia niektórym krótkie streszczenie. Tematem jest los wiejskiego, utalentowanego chłopca które wszędzie słyszał muzykę. Ciemne wiejskie XIX wieczne otoczenie nie rozumie talentu Janka. Mógłby zostać wspaniałym artystą, ale nie ma do tego potrzebnych skrzypek które kradnie ze dworu. Lokalna arystokracja zachwyca się zagraniczną sztuką, której tak naprawdę nie rozumie traktując Janka jako lokalnego złodziejaszka kompletnie nie dostrzegając jego umiejętności. Temat kończy się tragicznie co oczywiście budzi sprzeciw wśród pozytywistycznie nastawionych czytelników.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ współcześnie mamy podobny mit oparty o dość podobnych przesłankach. Nazywam go „Janko Startupowiec”. Jest dość powszechny i można go spotkać niemal na każdej większej imprezie. Mit Janka został przerobiony na mit wielkiego ukrytego talentu (pomysłu na biznes), któremu do rozwinięcia potrzebne są zamiast skrzypek oczywiście tylko Pierwszy Milion a potem już przecież pójdzie samo. Ówczesna lokalna arystokracja dziś to oczywiście klasa rządząca oraz inwestorzy. Wiele „Janków” zastanawia się, dlaczego mając pomysł nie mogą dostać swoich „skrzypek”.

Chcący przypodobać się elektoratowi i pozytywistycznie nastawieni politycy co jakiś czas organizują konkursy pt. 
Rozdajmy 1.000 skrzypiec dla naszych Janków
Pamiętacie konkursy wsparcia PARP 8.1 i jego wynik? Po 1.000 Stradivariusów pozostało jedynie wspomnienie i zapach unoszącego się dymu. Kakofonii nikt nie chciał słuchać, czyli kupować „innowacyjne” produkty. Może Janek jednak nie miał talentu do skrzypek to może będzie grał na fortepianie. No to trzeba próbować dalej i rozdać 1.000 Steinway’ów.

Politycy działają według prostego modelu. Boli? Weź tą tabletkę. Przejdzie za 15 minut. Wszyscy to kochamy. Tyle, że źródło problemów jest dalej niezdiagnozowane i problem powraca. A może coś jest jednak nie tak. Czyli jak? Rozwiązanie wcale nie jest ani proste, ani szybkie. Najgorsze jest to że, wymaga ciągłej adaptacji do zmieniających się warunków a my przecież wszyscy chcemy szybko zarobić i odpocząć. Prawda?

Małe usprawnienia => duży biznes

Inspirującym startupem jaki spotkałem na targach CeBIT w tym roku. Przyglądnijmy się na chwilę niemieckiemu SenseBox oraz w jaki sposób prosty pomysł pasjonatów mikrokontrolerów Arduino przełożyć na ciekawy i rozwojowy biznes. Firma zajmuje się dostarczaniem zestawów elementów mikrokontrolerów, akcesoriów oraz sensorów dla użytkowników domowych (pasjonaci) oraz szkół.

Wydawać by się mogło co w tym unikalnego i niezwykłego. Przecież takie elementy możemy kupić dosłownie wszędzie. Poszczególne element są na aukcjach internetowych, w sklepach z elektroniką, można zamówić przez internet i po paru dniach kurier dostarczy do domu. Prawda. Jest coś jednak w tym doskonałego dla każdej nowej firmy. Rynek istnieje. Nie musisz go z mozołem tworzyć. Użytkownicy są gotowi do zapłacenia za produkt i przekonani o wartości tego co kupują. Należy zatem znaleźć coś unikalnego, aby wyróżnić się wśród tysięcy innych podmiotów konkurujących na rynku.

SensBox to znalazło. Wykorzystało potrzebę użytkowników nie tylko do posiadania elementów, z których coś można zrobić, ale dostarczając gotowe rozwiązania „krok po kroku” w postaci lekcji które można znaleźć na ich stronie. Lekcje są dopasowane do zestawów które sprzedają. W skrócie dostajesz bardzo użyteczne pudełko z elementami a na stronie znajdziesz co z tym pięknego można zrobić. Dostarczają zatem dodatkową wartość dla końcowego użytkownika. Gotowe rozwiązania dla szkół chcących poszerzyć ofertę edukacyjną dla swoich uczniów. Bardziej innowacyjne niemieckie szkoły mogą zamawiać samemu pudełka i pobierać gotowe lekcje dla swoich uczniów. Biznes prosty i niezwykle skalowalny z perspektywą dużych zamówień publicznych. Twoje zadanie to kupić hurtowo elementy, zrobić lekcje i zapakować wszystko w jedno bardzo dobrze zaprojektowane pudło.

Czyżby w Polsce na to nie wpadł wcześniej a przecież jesteśmy przedsiębiorczym narodem? Jesteśmy. Nazwisko założyciela SenseBox to tylko potwierdza – Thomas Bartoschek. Już nie musimy emigrować, aby normalnie żyć i tworzyć nowe innowacyjne biznesy. Ważna informacja, która przyda nam się w dalszej części.  Biznes zaczynali na rynku użytkowników domowych który nazywamy „rynkiem przyczółkowym” a następnie skierowali swoje działania na rynek edukacyjny – „rynek docelowy”.

Dlaczego sam nie robię tego biznesu tylko dzielę się o tym przykładzie publicznie? W Polsce prawdopodobnie wchodzimy w okres ostrego konfliktu związanego z wprowadzaniem na siłę reformy edukacyjnej dla naszej grupy docelowej, czyli młodzieży w wieku 12-16 lat. Przez następne parę lat nie widzę możliwości rozwoju sprzedaży na rynek docelowy, a choć pomysł może być bardzo atrakcyjny to powrót do centralnego sterowania, likwidacja władzy samorządów nie stwarza możliwości sprzedaży do pojedynczych szkół i walidacji biznesu. Planując działania staram się unikać niepewności, skrajnych emocji i potencjalnie ostrych konfliktów. Nie sposób ich kontrolować. 

Nasz pomysł na biznes

Nasz nowy startup, którego model biznesowy właśnie zaczynamy sprawdzać także opiera się na istniejącym rynku. AmbasadaKodu.pl czyli nowa szkoła programowania. W samej Warszawie istnieje co najmniej kilkanaście dobrych szkół które uczą programowania zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Mamy zatem istniejący rynek, który rośnie z roku na rok. Jest to bardzo istotne, ponieważ stwarza możliwość zaistnienia i „ukradnięcia kawałka tortu”. Problem z wejściem na istniejący rynek zawsze polega, jak przysiąść do stołu, kiedy krzesełka przy stole są już zajęte a nikt nie chce odejść nawet na chwilę.

Dla naszego startupu poszukujmy zatem możliwości znalezienia rynku przyczółkowego, czyli miejsca które nie jest szczególnie istotne dla obecnych graczy. Miejsce które szukamy musi nie być dla nich zbyt atrakcyjne za względu na zbyt małą głębokość lub możliwości szybkiego zwielokrotniania tego samego modelu biznesowego bez ponoszenia znacznych kosztów.

Jedyna zasada, którą musimy przyjąć to, że oferta musi być atrakcyjna dla potencjalnych klientów. Efekt atrakcyjności można osiągnąć przez tworzenie tej samej oferty co konkurencja i obniżanie ceny lub przedstawienie unikalnych cech, których konkurencja nie oferuje.

Obniżanie ceny nie jest dobrym pomysłem, ponieważ wiąże się nieuchronnie ze spadkiem zyskowności a konkurencja wykorzystuje efekt skali i optymalizacji kosztów. Wolimy poszukać dodatkowych wartości dla klientów, których obecni gracze nie oferują celem wyróżnienia naszej oferty.

Rezultat jaki chcemy w pierwszym kroku uzyskać, to sprawdzenie czy nasz nowy zespół potrafi ze sobą współpracować, wykonywać powierzone zadania w celu ciągłego racjonalnego zaspokajania potrzeb klientów i poszukiwania zyskownych miejsc dla naszego biznesu.

06.04.2017

Przelicz zanim odlecisz

Adam Adamczyk

W tej serii artykułów postaram się pokazać jakimi przesłankami się kieruje przy podejmowaniu decyzji wejścia w nowe projekty i dlaczego to ciągle robię. Co mi się udało, co okazało się iluzją, co było kompletnie błędne od początku, czy zaprzepaściłem „dobre szanse” na zbudowanie naprawdę solidnego przedsiębiorstwa. Podzielę się własnymi pomysłami na biznes jakie mi się obecnie podobają i jakie widzę w nich zagrożenia. Jeżeli ktoś z Czytelników zwróci się z ciekawym pomysłem i zechce abym się wypowiedział publicznie postaram się przeliczyć go „na chłodno” bazując na moich doświadczeniach i przeliczeniach modeli finansowych.

Prowadzenie przedsiębiorstwa w Polsce to wbrew pozorom i szumnym hasłom polityków o wspieraniu polskich przedsiębiorców nie jest łatwym zadaniem. Nigdy chyba zresztą nie było i nie przykładam jakiś szczególnych nadziei w ciągu następnych paru lat. Zawszę będziesz tylko Ty i rynek, chyba że jakiś szalony polityk zacznie znowu drogi eksperyment z centralnym sterowaniem.

Jestem aktywnym przedsiębiorcą od 22 lat kiedy pierwszy raz na studiach założyłem pierwszą działalność gospodarczą z dość prostego powodu – chciałem sam zapłacić za swoje utrzymanie i pokazać rodzicom swoją dorosłość i powiedzieć z dumą „potrafię to co wy”. Szybko odkryłem, że prowadzenie działalności na własny rachunek daje jedną największą możliwą satysfakcję w obszarze „niezależność”. Jest to trochę wrażenie iluzoryczne, ponieważ każdy przedsiębiorca jest w końcu „zależny” od klientów, pracowników, urzędów, prawa, rynku i chyba najważniejsze od własnych ograniczeń których źródła psychologowie zwykle szukają u swoich pacjentów w zdarzeniach z dzieciństwa.

Na początku naszej transformacji powstało kilka milionów jednoosobowych przedsiębiorców. Cześć takich biznesów funkcjonuje także do dziś. Praktycznie wystarczyło kilkaset złotych, rejestracja w kliku urzędach i można było zaczynać niemal tego samego dnia. Większość zaczynała od handlu. Kupić towar w hurtowni i sprzedać ze szczęk pod gołym niebem. Prosta kalkulacja. Wysoka marża na produkcie i szybki obrót małym kapitałem. Każdy mógł te reguły zrozumieć w jeden dzień bez studiów, kursów i inkubatorów.

Klika znanych osób które poznałem przy okazji różnych sytuacji biznesowych i odniosły niebywały sukces w pierwszych latach transformacji można określić śmiało jako mało skomplikowani ludzie bez solidnego wykształcenia, lecz ponadprzeciętnie pracowici i zdyscyplinowani. O ile te cechy wystarczyły, aby odnieść sukces kiedyś – dziś wydają się już niewystarczające. Niektóre cenne wówczas rady dziś już nie działają. Drogi czytelniku weź proszę pod uwagę i zachowaj rozwagę przy podejmowaniu decyzji biznesowych, iż trudno zdefiniować na stałe reguły dotyczące szans powodzenia na rynku a w szczególności jasnych odpowiedzi na podstawowe pytanie „co robić, aby zarobić i nie stracić?”. Postaram się jednak przedstawić te które wydają się niezmienne od lat.

Na liście „100 najbogatszych Polaków” ciągle zmiany.  Ci którzy są tam niezmiennie nauczyli się działać wspólnie dobierając do zespołów lepszych od siebie. Zatrudniają najlepszych specjalistów i firmy konsultingowe. Dywersyfikują swoją podstawową działalność i starają się usuwać źródła potencjalnych zagrożeń dla ciągłego wzrostu swojego majątku. To także jest rynek bardzo specjalizowanych usług dla specjalistów od finansów i rozwoju firm takich z jakimi współpracujemy w spółce NowyInteres.pl

Lokalny rynek sprzedaży czy zaspokajania podstawowych usług jest już nasycony i staje się coraz bardziej konkurencyjny cenowo. Młodzi przedsiębiorcy idący tropem „kopiuj i ulepszaj” szybko się uczą. Tani kredyt i możliwości pozyskiwania finansowania od rozwijającego się rynku Venture Capital sprzyjają odważnym.

Jeżeli jesteś pełen obaw i nie chcesz lub nie możesz ryzykować to ten blog niestety nie jest dla Ciebie, ponieważ każda działalność wiąże się nierozlewanie z finansowym i osobistym ryzykiem na ciągle zmieniającym się rynku.

Artykuły publikuję także w portalu MamStartup.pl


Popular Posts